środa, 3 września 2014

#17

Marcelina siedziała w salonie Winiarskich i bawiła się z Oliwierem jego nową zabawką. Dagmara usypiała Antosia a Michał rozpalał w ogrodzie grilla. Reprezentacja dostała tydzień wolnego, gdyż nie udało im się zakwalifikować do finału sześciu we Florencji. Teraz 16 lipca zaczną tygodniowe zgrupowanie w Bełchatowie a potem polecą do Francji.
-Ciocia ciocia-Oliwier szarpnął ją za rękę-zepsujesz.
Marcelina otrząsnęła głowę i oddała małemu zdalnie sterowany samochód.Oliwier zabrał samochodzik i pobiegł do ogrodu do ojca. Marcelina nie miała pojęcia czemu Michałowi zachciało się dla ich czwórki szykować tyle jedzenia i tego wszystkiego. Zresztą wcale nie chciała tu być. Chciała wrócić do swojego mieszkania, zamknąć się w swoim pokoju i słuchać przez ścianę lecącego Pezeta którym non stop katował się Kurek który traktował ją dosłownie jak powietrze.
-Marcelka co jest ?-Dagmara usiadła koło niej ale długo nie zagrzała miejsca bo musiała iść otworzyć drzwi. Nie minęła chwila a na nią dosłownie rzucił się mały Wlazły a jego tata nonszalancko się uśmiechał stojąc za Dagmarą która trzymała bukiet kwiatów a drugi podobny tyle,że większy nadal spoczywał w dłoni Mariusza.
-Melka-Arek wtulił się w nią
-Cześć brzdącu-Marcelina specjalnie patrzyła na Małego bo nadal czuła się tak samo jak wtedy kiedy w hotelu obudziła się wtulona w Mariusza.
-Ktoś jeszcze ma przyjść ?-Marcelina spojrzała na Dagmarę odstawiając Arka na ziemię który od razu pobiegł do Oliwiera a Daga wyszła do małżonka. 
-To dla Ciebie-Mariusz z uśmiechem wręczył jej kwiaty i pocałował w policzek kiedy zostali sami w salonie.
-Dziękuję.
Marcelina uśmiechnęła się lekko przejmując kwiaty. Znalazły się w nim jej ulubione słoneczniki, Bartek nigdy nie kupił jej słoneczników. Swoją  drogą trzeba pogratulować Michałowi za jego przebiegłość by znów spiknąć ze sobą tą dwójkę.

Marcela siedziała w ogródku Winiarskich trzymając w dłoni szklankę soku pomarańczowego. i obserwując bawiących się chłopców. Michał i Mariusz postanowili z synami zagrać w piłkę a Daga poszła sprawdzić co u najmłodszego.
-A może tak ciocia się ruszy, co ?-krzyknął Michał. Twarzyczki najmłodszych rozbłysły i obydwoje przybiegli by uczepić się rąk cioci Meli.
-Nie ma nawet mowy-zaśmiała się Marcelina kiedy dwie pary ślicznych ślepek wpatrywały się z nią z błaganiem-Michał zabierz ich!
Winiarski tylko się zaśmiał a potem ciągnął  za sobą przyjaciółkę która wyklinała w myślach te cholerne Winiarowe oczy. Bawiła się z nimi głośno się śmiejąc i próbując strzelić bramkę Mariuszowi. Nie bawiła się tak od czasu kiedy rozstała się z Wlazłym ale mimo tego nadal chciała znaleźć się w swoim mieszkaniu, z Bartkiem za ścianą.Nadal miała nadzieję,że Kurkowi przejdą fochy i w końcu się do niej odezwie.
-Marcela co jest ?-Michał złapał ją w pasie i odciągnął na bok.
-Nic Michaś.
-Marcela przecież widzę-Michał nadal wpatrywał się w nią tymi swoim niebieskimi oczami za którymi szalała nie jedna kobieta a nawet nastolatka.
-Wszystko jest okej.
-Chodzi o Bartka ?-Winiarski spojrzał na jej prawą dłoń.
-Skąd ?
-Na twoim palcu nie ma pierścionka, nie przyjechał tutaj z Tobą i przez kilka ostatnich dni traktował Cię jak powietrze, mam wymieniać dalej ?
-Michał....
-Chodzisz cały czas smutna i zamyślona,to cud,że tutaj przyjechałaś i w ogóle się odezwałaś do kogoś.Kochasz go.
-Co ?
-Kochasz go wariatko, jedź do niego-Winiarski sięgnął do kieszeni spodni i wyciągnął kluczyki do swojego auta-jestem świadkiem jak coś!
Marcelina już nie słyszała co krzyknął tylko biegiem ruszyła w stronę zaparkowanego przed domem pojazdu Winiarskiego.

Drogę do swojego mieszkania pokonała błyskawicznie a to tylko i wyłącznie dla tego,że na drodze nie było żadnych przeszkód. Zazwyczaj powrót od Michała zajmował jej 45 minut jak nie dłużej. Modliła się w duchy by Bartek siedział w mieszkaniu,zamknięty w swoim pokoju słuchając tego przeklętego Pezeta. Wbiegła na to przeklęte drugie piętro i nacisnęła klamkę która ustąpiła.
-Bartek!
Marcelina krzyknęła opierając się o drzwi i próbując złapać oddech.
-Bartek!
Kurek wyszedł z pokoju poprawiając spodnie które luźno wisiały na jego biodrach. Nie miał koszulki a włosy miał potargane jakby dopiero co się obudził.
-Stało się coś ?-spytał zawiązując sznurki przy spodniach-obudziłaś mnie.
-Wyjdę za Ciebie-Marcelina spojrzała mu w końcu w oczy a żeby to uczynić musiała podnieść głowę naprawdę wysoki.
-Co ?-spytał zdziwiony.
-Wyjdę za Ciebie, choćby zaraz.
-Przecież wtedy mówiłaś...
-Kocham Cię Bartek, i to z Tobą chcę spędzić resztę życia. Z Tobą, z Madzią i resztą naszych dzieci.

Teraz się tylko zastanawiajcie czy to będzie szczęśliwe czy smutne zakończenie :) 

Jak tam w szkole ? Opowiadajcie! 

2 komentarze:

  1. dobra, ja ich wszystkich już nie ogarniam xD ale taka kochana końcówka, ooo!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie nie nie nie nie!!!!!!!!!!
    To mialo byc inaczej, Bartuś miał być tym chamskim i złym! Przecież ona powiedziała Mariuszowi że go kocha, no ludzie nooooooooooo........ Jak go kocha to czemu chce wyjsc za Bartka? ;-; oh noł ;-;

    OdpowiedzUsuń