It's not always rainbows and butterflies
It's compromise that moves us along
It's compromise that moves us along
Siedziałem w gabinecie Pointnera "obgryzając paznokcie z nerwów" . Nie mam pojęcia jak trener zareaguje na moją nagłą decyzję o tymczasowym przerwaniu kariery ale nie mam innego wyjścia. Matka Kristin postawiła mi ultimatum Albo zrobisz wszystko żeby poświęcać Lily maksimum swojego czasu albo pożegnasz się z córką. Innymi słowy przechodzę na przymusowy urlop tacierzyński.
-Thomas co Cię do mnie sprowadza ?-Alex usiadł za biurkiem. Od pewnego czasu chodził ciągle szczęśliwy pozwalając nam dosłownie na wszystko.
-Odpuszczam sobie ten sezon-spuściłem wzrok byleby nie patrzeć w Jego twarz. Nic nie upadło, niczym nie rzucił ani nie skierował do mnie żadnych przekleństw. Czyżbym nie był już mile widziany w kadrze ?
-Mogę znać powód ?-podniosłem wzrok słysząc jego spokojny ton głosu. Był opanowany.
-Nie mogę zostawić Lily tutaj. Matka Kristin zrobi wszystko żeby mi ją odebrać , nadal uważa,że śmierć jej córki to moja wina.
-Ale przecież dziewczyna popełniła samobójstwo.
No właśnie. Popełniła samobójstwo, zostawiając mnie samego z prawie dwuletnią córką. Mimo tego,że się rozstaliśmy, dziewczyna nadal była moją przyjaciółką i matką mojej córki. Kobietą z którą spędziłem dziesięć lat życia.
-Zrozum Alex,że nie mam innego wyjścia. Muszę być tu na miejscu-nadal twardo obstawiałem przy swoim. Lily była najważniejsza.
-Wiesz....chyba mam pewien pomysł Thomas-podniósł się z fotela i ruszył w stronę drzwi-daj mi siedem minut. I wyszedł, chyba powinienem zacząć się go obawiać. Z zegarkiem w ręku odliczałem siedem minut i po upływie tego czasu wrócił z dwoma filiżankami.
-Mogę wiedzieć co się dzieje ?-siedział przedemną uśmiechnięty od ucha do ucha. Zaczynałem się go bać bardziej niż wtedy kiedy darł się na nas podczas treningów.
-Pamiętaj Thomas na tym skorzystasz i Ty i ja, a teraz napij się kawy, poczekamy na kogoś.
Know all of the things that make you who you are
I know that goodbye means nothing at all
I know that goodbye means nothing at all
Jak na złamanie karku pędziłam po telefonie ojca. Kazał mi szybko przyjechać do siedziby związku w jakiejś ważnej sprawie. Podjechałam pod budynek taksówką. W budynku chyba już nie było nikogo więc odnajdując odpowiednie piętro oraz drzwi skierowałam się do gabinetu ojca. Nie było to trudne po znajdywała się na nich wielka tabliczka z jego imieniem i nazwiskiem. Przez drzwi słychać było strzępy rozmowy, czyli był zajęty dzwoni po mnie. Usiadłam więc na jednym z foteli czekając aż ten ktoś opuści gabinet bym mogła dowiedzieć się co ode mnie chciał tato.
-Ty jesteś Amber Pointner ?-przede mną stała kobieta w średnim wieku, kiwnęłam głową na tak-trener czeka na Ciebie w gabinecie. Otworzyła mi drzwi więc nie zostało mi nic innego jak wejść do pomieszczenia.
-Amber-tato podniósł się zza biurka i podszedł do mnie obejmując mnie ramieniem-poznaj proszę Thomasa.
Przede mną stał uśmiechnięty blondyn.
-Thomas to moja córka Amber.
-Miło mi Cię poznać, Amber-moje imię w Jego ustach brzmiało tak ładnie.
-Kochanie sprowadziłem Cię tutaj, bo chciałem zaproponować Ci współpracę-spojrzałam na niego zdziwiona, kim ja niby miałam być-chcę żebyś w czasie trwania sezony została opiekunką córki Thomas, dzięki temu on nie będzie musiał robić sobie przerwy a ja spędze z Tobą wiecej czasu.
Muszę przyznać,że świetnie to sobie wykombinował. Punkt dla Ciebie,tato.
Świetne, czekam na next xx
OdpowiedzUsuńDokończ koniecznie! Czytam już twoje imaginy o 1D i już nie mogę się doczeka kolejnych, tym razem "skocznych" historii ;D
OdpowiedzUsuń