piątek, 21 lutego 2014

She will be loved 2

Stałam tak przed ojcem oraz jego podopiecznym. Właśnie dostałam propozycję pracy i wcale nie mogłam odmówić, bo jak ? Własnemu ojcu ? Przecież by mnie zjadł na miejscu. W głowie szybko rozważyłam wszystkie za i przeciw, choć było ich tak niewiele.
-To jest idealne rozwiązanie-mój tato klasnął w ręce-ja będę miał Cię przy sobie i Thomas Lily również. Spojrzałam na milczącego dotąd Thomasa którego twarz przyozdobił szeroki uśmiech.
-Sądzę....że to świetne rozwiązanie-poprał pomysł swojego trenera. Lizus!
-Widzę,że już nie mam nic do powiedzenia ?-spojrzałam na nich a obydwaj się roześmiali-zgadzam się. Mogę już iść ?
-Poczekaj, podwiozę Cię-zaoferował się Thomas-zresztą chyba możesz już dziś poznać Lily skoro od jutra zaczynasz ?
-Od jutra ?-zdziwiłam się.
-Mała musi się przyzwyczaić.
No to pięknie panno Pointner. Ojciec poparł jego propozycję i pożegnał się z nami. Morgenstern jak na prawdziwego mężczyznę przystało przepuścił mnie w drzwiach i w milczeniu kierowaliśmy się do samochodu. W samochodzie dostrzegłam fotelik, różowy. Zajęłam miejsce pasażera i zapięłam pasy.
-Pan nie zapina ?-spytałam kiedy odpalił samochód i ruszył nie zapinając pasów bezpieczeństwa. Mam tamtego dnia również ich nie zapięła.
-Jestem Thomas-uśmiechnął się promiennie.
-Ale, przecież Pan jest moim pracodawcą-speszyłam się lekko.
-Amber, proszę Cię nie postarzaj mnie bardziej-samochód wypełnił Jego śmiech-nie podejrzewałem,że Alex ma taką śliczną córkę.
Mogę założyć się,że moje policzki pokryły się czerwienią. Speszona spuściłam wzrok na swoje ręce którymi zaczęłam się bawić.
-Mogę się założyć,że rozproszysz nam chłopaków-nadal kontynuował prowadząc.
-Mam nadzieję,że tak nie będzie, w końcu mam się opiekować tylko Pana córką...przepraszam Twoją-poprawiłam się kiedy spojrzał na mnie groźnie.
-Ale nie dziwię się,że Alex ukrywał Cię przed nami.
-Wydaje mi się,że nie chciał się chwalić nieślubnym dzieckiem.
-Lily też jest nieślubnym dzieckiem.
-No tak, ale Ty zapewne nie miałeś wtedy innej narzeczonej, prawda ?-wiedziałam co zrobić,żeby dalsza podróż minęła nam w kompletnym milczeniu.

Been this way since eighteen
But lately her face seems
Slowly sinking, wasting
Rozpoznałam okolicę w której się zatrzymaliśmy przed sporym domem. W koło pełno było domków jednorodzinnych oraz większych osiedli, znalazłam nawet swój blok. Tak na oko z piętnaście minut drogi. 
-Z kim mała jest teraz ?-spytałam kiedy wjechaliśmy na podjazd.
-Z babcią, ale uwierz mi spadłaś mi z nieba. W końcu mogę się jej pozbyć ze swojego życia.
-Rozumiem,że to mama Kristiny ?
Kiwnął tylko głową na tak i otworzył przede mną drzwi od swojego domu. Już w korytarzu uderzyła mnie ta biel i porządek panujący dookoła. Jakby mieszkała to jakaś kobieta dbająca o to wszystko. Z głębi domu dochodził stłumiony odgłos telewizora.
-Już jesteś, dobrze bo na mnie czeka taksówka. Jutro będę o tej samej porze-w drzwiach stanęła kobieta trzymająca na rękach uśmiechniętą dziewczynkę która jak tylko zobaczyła swojego ojca wyciągnęła w jego kierunku ramionka.
-Już nie musisz przychodzić codziennie. Poznaj proszę Amber, będzie się zajmować Lily teraz oraz w czasie konkursów. Będę ją zabierał ze sobą-mówił stanowczo patrząc na nią. Od razu widać było nienawiść jaką darzyła się ta dwójka. Widać,że nie przepadali za sobą.
-Jeszcze tego pożałujesz-syknęła i opuściła posiadłość Thomasa. On puścił to ostrzeżenie między uszami.
-Wejdź, rozgość się-wskazał głową w kierunku salonu-czuj się jak w domu.

The worst things in life come free to us

Przyglądałam się małej jak spała słodko w swoim łóżeczku. Bardzo pocieszne dzieciątko. Jak na półtora roku bardzo rozumne. Pobawiła się trochę ze mną zabawkami, jeszcze niepewnie ale z dniem będzie lepiej. Nawet nie zauważyłam kiedy na dworze zrobiło się tak ciemno.
-Może masz ochotę na herbatę ?-nagle koło łóżeczka pojawił się Thomas. Pokój Lily to był chyba jak na razie jedyny kolorowe pomieszczenie. Reszta którą zdążyłam już zwiedzić utrzymana była w bieli i czerni.
-Jest już późno, będę wracać do domu-uśmiechnęłam się. Wcale nie był tak dużo ode mnie starszy, tylko dziesięć lat.
-Choć opowiesz mi coś o sobie-chwycił mnie za rękę i wyprowadził z pokoju. Usiadłam w salonie na  białej kanapie a po chwili dołączył do mnie Thomas z dwoma kubkami gorącej herbaty z sokiem żurawinowym. Postawił obydwa na stoliku i usiadł koło mnie bokiem. Usiadłam po turecku i wzięłam w dłonie kubek.
-Co chcesz wiedzieć ?-spytałam miło chuchając na napój by po chwili upić łyk.
-Najlepiej wszystko-powtórzył moją czynność ewidentnie mnie papugując.
-Mam osiemnaście lat, za niedługo dziewiętnaście. Zdałam bardzo dobrze egzaminy, porzuciłam swoje dotychczasowe życie żeby zamieszkać z ojcem i tyle. Jestem bardzo nudną osobą.
-Jesteś pełna tajemnicy a nie nudna. Ale uwierz z nami się nie będziesz nudzić.
-Wybacz ale ja nawet nie znam Twoich kolegów. Nigdy nie interesowałam się skokami, zawsze wolałam siatkówkę. 
-To tym bardziej, poznasz mnie i chłopaków jako normalnych facetów a nie gwiazdy sportu, a teraz pij herbatę a ja pościelę Ci w pokoju gościnnym i naszykuję coś do spania.
-Thomas..-jęknęłam
-I bez dyskusji, starszych się słucha-zaśmiał się i zniknął na piętrze. Czyli co, od dziś zaczęłam swoją przygodę ze skoczkami, mając przy tym okazję znów być blisko ojca.

White lips, pale face


Stałem oparty o framugę drzwi i wpatrywałem się w śpiącą dziewczynę. Od tak dawna w tym domu nie było kobiety innej niż matka mojej zmarłej dziewczyny albo wybranki Gregora która czasami zajmowała się Lily kiedy musiałem pilnie wyjść.Zastanawiające było to dlaczego Alex nigdy nie powiedział mi ani nikomu innemu,że ma jeszcze córkę. Sam pewnie bym się nie chwalił na jego miejscu ale patrząc na urodziwą dziewczynę miał by się czym chwalić. Jej matka musiała być piękną kobietą bo po kimś musiała odziedziczyć tą urodę. Amber uśmiechała się przez sen marszcząc przy tym czoło. Chce żeby Lily też wyrosła na taką rezolutną dziewczynę jak córka trenera. Obserwacje przerwał mi dzwoniący telefon. Gregor. Zamknąłem cicho drzwi i wszedłem do swojej sypialni odbierając uporczywie dzwoniące urządzenie.
-Ześ Thomas-bełkot przyjaciela pomógł mi rozpoznać,że jest pijany a muzyka w tle,że na pewno nie znajduje się w domu.
-Co się stało ?-spytałem spokojnie ale krew gotowała mi się w żyłach. Jak on mógł imprezować tuż przed rozpoczęciem sezonu.
-Świat mi się wali na głowę-wybełkotał a ja już wiedziałem,że nie świadczy to o niczym dobrym.

Tak...postanowiłam bo dłuższym zastanowieniu,że Gregor też tu będzie odgrywał znaczącą rolę.

1 komentarz:

  1. Proszę, nie trzymaj nas w niepewności specjalnie długo! Dodaj kolejną część jak najszybciej! Co prawda musisz odrobinę popracować nad językiem, ale myślę, że odrobina praktyki i będzie coraz lepiej! :)
    Mi osobiście nie do końca podoba się taki Thomas-podrywacz, ale rozumiem, że tak sobie go wyobrażasz w tym opowiadaniu :)

    do następnego!

    OdpowiedzUsuń