Aleksandra
-Olka!
I czego ona się tak drze ?
-Olka zejdź na dół!
I czego ona tak wrzeszczy ? Kamil pojechał gdzieś z Jaśkiem jako jego drużba a ja zostałam sama z Ewką.
Nawet paznokci nie można spokojnie pomalować.
-Ola możesz do mnie przyjść!-wrzasnęła tak głośno,że pewnie słyszało ją pół Zakopanego.
Jak czegoś chce to niech sama do mnie przyjdzie i mi powie, ciąża to przecież nie choroba. Zostało jej ostatnie 3 tygodnie.
-Olka do cholery ja rodzę!
I to sprowadziło mnie na ziemię. Potykając się o własne nogi zbiegłam na dół i zastałam ją zwijającą się z bólu na kanapie. Na jej czole lśniły krople potu, a twarz wykrzywił grymas. Zostało mi nic innego jak zacząć uderzać głową w ścianę,może wybije sobie z głowy tą głupotę.
-Ewa..powiedz,że to zwykłe skurcze-doskoczyłam do kanapy i złapała ją za rękę. Jednak rozwalony laptop na podłodze świadczył tylko o jednym.
-Torba spakowana jest w szafie.
Żadnego dzwoń do Kamila ani nic. Ale oczywiście ja genialna, szukając tej pieprzonej zielonej torby w szafie, w międzyczasie starałam się skontaktować ze swoim szwagrem. Na marne. Na marne. Ja jestem tak zdenerwowana,że prędzej spowoduję wypadek niż dowiozę nas do szpitala, a na karetkę czekać nie ma sensu. Wiedziałam kto jeździ jak wariat i kto będzie w stanie pojawić się tu w 7 minut. Błagam Cię,chociaż Ty człowieku odbierz.
-Ola!
Ewa wiem,że boli. Poczekaj chwilę.
-Ola ?
-Maciek przyjedź szybko, Ewka rodzi.
-Czekaj..czekaj co ?
-Przyjedź do Stochów, czekam.
Schowałam telefon do kieszeni,wzięłam torbę i bluzę siostry i zbiegłam do niej na dół.Postawiłam torbę przy drzwiach i znów podeszłam do kanapy.
-Spokojnie oddychaj, Maciek zaraz będzie-pomogłam jej usiąść.
-Kamil...
-Nie odbiera,urodzimy we dwie-uśmiechnęłam się do niej blado. Łatwo powiedzieć,gorzej wykonać. Nie wiem jak ona się trzyma, ale mnie od samego patrzenia robi się niedobrze. Boże gdzie jest ten Kot. Odpowiedź przychodzi szybciej niż bym się jej spodziewała, Maciek parkuje z piskiem opon przed wejściem.
-Chodź, pomogę Ci,chwyć się moich ramion-Ewa ostrożnie podnosi się z kanapy. Chryste ile ona waży ? Na szczęście pomocny Maciej,przyszedł i podprowadził Ewę do auta. Usadził ją na tylnich siedzeniach w aucie.
-To co, jedziemy rodzić ?-spojrzał na mnie i ruszył z piskiem opon sprzed domu.
Boże jacy Ci faceci są nienormalni. Zrobić dziecko umie każdy ale dalej radź sobie sama. Któryś raz z kolei dzwonię do Kamila ale łapie mnie tylko poczta, Janek to samo. Ewe zabrali na badania ale z tego co się cudem dowiedziałam będzie mieć robione cesarskie cięcie. Wikuś nie do końca jest ułożony tak jak powinien. Maciek siedzi i szczerzy się do telefonu jak głupi do sera.
-Możesz już jechać-mruknęłam pomiędzy kolejnymi próbami skontaktowania się z Kamykiem.
-Zapomnij, mój chrześniak się rodzi-schował telefon i upił łyk kawy kupionej w automacie.
-Co powiedziałeś ?
-Że rodzi się mój chrześniak.
-No Ty sobie chyba żartujesz-mruknęłam-to mój chrześniak.
-No cóż, najwyraźniej znów staniemy razem pod ołtarzem-nie zdążyłam mu odpysknąć bo zaczął dzwonić mój telefon Kamil.
-Pali się czy co ?-w tle słyszałam charakterystyczny śmiech Janka.
-Zaraz zapalisz się Ty,pakujesz się w tym momencie do auta i zapraszam do szpitala. Twój pierworodny się rodzi.
Nie zdążył odpowiedzieć, zanim się rozłączył usłyszałam tylko Janek,syn mi się rodzi.
-Ciekawe czy zdąży na pierwszy krzyk Natana.-Kot znów chichra się do telefonu.
-Wiktora-warknęłam zabierając mu urządzenie-Wiktor Kamil Stoch,żaden Natan!
-Ale Ewa mówiła Natan i oddaj mi mój telefon.
-Ona mogła sobie mówić, żebyś mógł pisać sobie z Agacią ?-odruchowo zerknęłam
-W końcu jest matką,zazdrosna ?
-A Kamil ojcem. O ciebie ? Wcale!
Zaśmiał się tylko i wyrwał mi z dłoni swoją własność, mrucząc pod nosem coś w stylu I tak wiem swoje Gdyby nie to,że po korytarzu chodzi pełno ludzi a ja nie chce narobić sobie ani obciachu ani tym bardziej problemu,powstrzymuję się przed tym by mu nie przyłożyć. Pełno tutaj ciężarnych kobiet jak i samych pielęgniarek. Tyle,że te drugie wzdychają do Kota.Żenada. Kręcę się po korytarzu,wzdychając sama do siebie i czekając na pojawienie się szwagra. I kiedy już mam nadzieję,że pojawił się Kamyk zza zakrętu wyłania się promiennie uśmiechnięta Agatka. No normalnie porzygać się idzie.
-I jak z Ewą ? Urodziła już ?-siada koło Maćka
-Taa jasne, z cztery razy-mruknęłam sama do siebie wiedząc,że ta dwójka mnie nie usłyszy. Kamil pojawił się w tym samym momencie kiedy wyszedł do mnie lekarz.
-Gratuluje silnego i zdrowego synka-poklepał Kamila po ramieniu-zaraz wraz z mamą zostanie przewieziony na salę.
Uśmiechnęłam się do Kamila i wpadłam mu prosto w szeroko rozstawione ramiona. Dopiero teraz sobie uświadomiłam,że zostałam ciocią.
-Lepsze to niż te dwa medale z Sochi,co ?-zaśmiałam się do niego.
-Dużo lepsze-uśmiechnął się i pocałował mnie w oba policzki. Kot stał i przyglądał się temu wszystkiemu z boku i chyba spławił Agatę bo nie było jej koło niego.
-Mam siostrzeńca-oderwałam się od Kamila i w eufori wpadałam w ramiona Kota. Ten tylko się zaśmiał i mnie pocałował,a ja wcale nie protestowałam. Oprzytomniałam dopiero słysząc śmiech stojącego obok Kamila.
-Nie chce wam przeszkadzać gołąbeczki-zakasłał-ale idziecie ze mną do Ewy czy dalej lecicie w ślinkę ?
Mogę się założyć,że moje policzki były całe czerwone i podobne do Maćkowych. Odsunęłam się od bruneta,mrucząc ciche przepraszam. Emocje, poniosły mnie emocje.
Wchodzimy do sali, w której moja siostra leży sama. Leży uśmiechnięta,spoglądając na niemowlaka leżącego obok w szpitalnym łóżeczku. Szkoda,ze nie zabrałam ze sobą aparatu. Kamyk podchodzi do niej i składa delikatny pocałunek na jej ustach. Za mną stoi Kot, trzymający dłoń na moich plecach. Nawet za bardzo mi to nie przeszkadza.
-Wiktor-szepcze cicho Ewa kiedy Kamil bierze małego na ręce-tak jak chcieliście.
-Widzisz Wikuś, nawet rodzice chrzestni już u Ciebie są-zaśmiał się cicho Kamil. Posiedzieliśmy we dwoje chwilę zachwycając się najmłodszym i postanowiliśmy zostawić szczęśliwych rodziców samych.
-Kot chcesz się na coś przydać-odwracam się twarzą do niego kiedy opuszczamy salę.
-To zależy o co Ci chodzi.
Przypomniałam sobie,że przecież mały nie ma dokończonego pokoiku bo Ewa nie chciała zapeszać.
-Bo nasz chrześniak nie ma dokończonego pokoju i może chcesz mi pomóc ?-patrzę na niego i po jego minię już wiem,że ulegnie.
-Z czystą przyjemnością.
Zegar wskazuję parę minut po drugiej. Leże sobie na plecach i wpatruję się w błękitny sufit. Przy okazji kątem oka obserwuję Maćka który kończy malować tenże sufit, cały w niebieskiej farbie. Oczywiście bez koszulki której pozbył się już na wstępie. Po upływie kilku minut schodzi z drabiny i kładzie się na panelach obok mnie.
-Teraz musimy czekać aż wyschnie-podejrzewam,że się uśmiecha. Jego ciepła dłoń odnajduję moją,spokojnie leżącą i chwyta w delikatnym uścisku. Zamykam oczy, odblokowując u siebie wszystkie uczucia jakimi kiedyś darzyłam Kota. Nie posuwał się na szczęście dalej.
-Myślisz,że gdyby nie ten incydent dalej bylibyśmy razem ?-odzywa się pierwszy.
-Tego nie wie nikt.
-Całkiem ładna byłaby z nas para-śmieje się Maciej.
-Może.
-Jak wtedy powiedziałaś,że nadal mnie kochasz, mówiłaś prawdę ?-obydwoje jednocześnie odwracamy głowy tak,że dzielą nas już tylko centymetry. Moją twarz owiewa jego słodki oddech.
-Nigdy bym nie skłamała-przymykam oczy kiedy dłonią przejeżdża po moim rozgrzanym policzku.
-Maciek...-szepczę cicho kiedy druga bez problemu przyciąga mnie do siebie i swoje czoło opiera o moje.
-Proszę Cie, daj się ponieść chwili-delikatnie muska moje wargi. Nie musi prosić o więcej.
Maciej
Jaki byłem naiwny myśląc choć przez chwilę,że da się ponieść emocji. Jej wargi były tak ciepłe i tak zachłanne pragnęły pieszczoty. Nie pozwoliła długo cieszyć mi się to chwilą, oderwała swoje usta od moich i spojrzała z przerażeniem w oczach i bólem wymalowanym na twarzy.
-Nie mogę...-szepnęła. Nie wypuszczałem jej ze swoich ramion, nie ucieknie mi.
-Oleńko.
Podniosłem się z podłogi stawiając równocześnie ją do pionu. Moje ręce nadal oplatały jej talię a ona patrzyła na mnie oczami wypełnionym łzami.
-Nie zrobię nic nie mając na to Twojej zgody-pocałowałem ją w czoło-chodź idziemy spać.
-Nie kończymy tutaj?-lewą dłonią ściera łzy lecące po policzkach.
-Tu musi wyschnąć i okno ma być otwarte, a za ciepło nie jest tej nocy.
Cicho się śmieje. Łapię ją za prawą dłoń i odprowadzam pod same drzwi zajmowanego przez nią pokoju.
-Dobrej nocy, Olu-ponownie całuję ją w czoło. I już mam odchodzić do jeszcze jednego pokoju gościnnego w domu Stochów, kiedy Ola chwyta mnie za dłoń.
-Zostań ze mną tej nocy,Maciuś.
Chyba zaczynam nie lubić tej niezdecydowanej Oli. Ehh, obowiązkowe napisane, jeszcze tylko trzy dni męki, więc kolejny po ustnym polskim który zaplanowany mam na 16 maja.
Całuski dziewczęta i przepraszam za jakikolwiek błąd.
Idealny jak na zakonczenie 7 dniowego weekendu majowego ;D ubawiłam się jak nigdy! Ten Maciuś, i Ta Ola ... Padłam i nie wstaję ... ;D
OdpowiedzUsuńA jak matury? :)
jutro powrót do szkoły ? ja na szczęścia mam wolne (tak tak, masa notatek z wosu, i wampirki na deser) matura ? załamki nie ma ale rewelacji też nie, o dziwo najlepiej dzisiaj angielski, ale na poprawiny się nie wybieram ; D
UsuńCo Cię w nich tak bawi ? Mnie zaczynają denerwować ;D
Mnie nie denerwują, a śmieszą ;D nie wiem czy to dobrze, ale odnoszę wrażenie, że wszystkie sceny, które mają być odbierane jako "głębokie" mnie rozbawiają ;D chyba jestem złym czytelnikiem ;D
Usuńcieszę się, że dobrze poszło ;D to teraz za co trzymać kciuki? WOS? ;D
tak tak wos-nadchodzę już w pt ;D
Usuńz tych ich głęboki scen to faktycznie mi wychodzą czyste kabarety,no ale takie miałam założenie i jak widać mi wychodzi ;D Złym ? Najlepszym! xx
No i czemu nie dała się ponieść chwili co ?! No dlaczego ? Jejciu jak mi się podoba to określenie "ponieść chwili" Taki banał :)
OdpowiedzUsuńA jednak Wiktor... Jejku jaką ja mam awersję do chłopaków z tym imieniem... Mam nadzieję że przez tego małego słodziaka to się zmieni :D
No i powodzenia na ustnych!
Buziaki :**
No bo to jest Ola :)
UsuńJak da się zauważyć mam ostatnio do tego imienia słabość, do tego i paru innych ^^
Oj zmieni się zmieni, dużo rzeczy.
Nie dziękuuję xx
A kiedy coś nowego u Ciebie ? :*
I urodził się zdrowy Wiktor! Pewnie nieźle namiesza w życiu Stochów, a najbardziej chyba w życiu samego Kamila, bo to w końcu jego pierwsze dziecko, syn no i trzeba się pozachwycać, prawda?" :)
OdpowiedzUsuńOj, Ola, Ola. Niezdecydowana jest jak nie wiem co, ale myślę, że niedługo wszystko między nią a Maćkiem wróci do normy... a przynajmniej - taką mam nadzieję!