Atmosfera panująca między Hyż a Wlazłym była tak napięta,że można byłoby siekierę zawiesić. Nie reagowała kiedy on do niej mówił, zresztą rzadko kiedy miał okazję bo jej zawsze towarzyszył Kurek i Nowakowski. Chodziła roześmiana i uśmiechnięta od ucha do ucha a kiedy tylko napotykała spojrzenie Mariusza zadowolenie zastępował smutek. Na ten weekend zaplanowany jest mecz sparingowy a już za pięć dni będzie mogła na chwilę wrócić do Bełchatowa by odetchnąć. Potem znów pakuje manatki i lecą do Brazylii. Spacerował po alejkach wokół ośrodka ubrana w krótkie szorty oraz bluzkę reprezentacyjną. Słońce świeciło a oni wszyscy mieli chwilę dla siebie. Liczyła na to,że choć trochę się opali.Chodziła tak bez celu dopóki nie poczuła,że coś a raczej ktoś przytula się do jej nóg. Spuściła wzrok w dół i napotkała szczęśliwe oczka Arka, tak strasznie podobnych do tych Mariusza.
-Lelcia-zaśmiał się chłopiec i wyciągnął w jej stronę ręce. Od razu się schyliła i wzięła go w objęcia całując w policzek. Będąc z Mariuszem przez prawie trzy lata strasznie przyzwyczaiła się do Małego i zdążyła go pokochać. Ale skoro był to on była też tu i Paulina. A przecież nikt nic nie wiedział o jakichkolwiek wizytach.
-Arek!
I nie minęła minuta jak stanęła z rozzłoszczoną kobietą która mierzyła ją od stóp do głów. Odstawiła Arka na ziemię ku jego niechęci.
-Co tu robisz ?
Głos Pauliny był ostry jak brzytwa.
-Pracuję.
Marcelina starała się zachować spokojnie ale w środku aż się gotowała. Ona odpowiadała cicho a żona Mariusza prawie, że krzyczała.
-Chyba wyraziłam się jasno,że masz się trzymać z daleka od mojego męża.
Marcela zaśmiała się pod nosem.
-Ja się trzymam, on już nie koniecznie-uśmiechnęła się triumfalnie.
-Mamo mogę iść pobiegać ?-Arek spojrzał na matkę a ta tylko kiwnęła głową. Teraz kiedy nie było malca znów miała większe pole do popisu.
-Powiedziałam raz i powiem kolejny, trzymaj się od niego z daleka.
-Ależ oczywiście,a co tam u Artura ?-Marcelinie jakby przybyło siły. Domyślała się,że Mariusz znów jest rogaczem a mina kobiety tylko ją w tym utwierdziła.
-Słuchaj zdziro-zbliżyła się niebezpiecznie blisko-nie zepsujesz mi tego, rozumiesz ?
Na dworze pojawiło się kilku siatkarzy, w tym Bartek który od razu podszedł do kobiet i objął Marcelę w pasie.
-Wszystko dobrze kochanie ?
-Oczywiście Skarbie-dziewczyna wykręciła głowę i musnęła jego usta. Kurek miał ochotę przedłużyć tą chwilę ale nie chciał sobie nagrabić. Mariusza który stał obok Winiarskiego aż coś skręciło w środku a Michał tylko się uśmiechnął pod nosem. Obydwoje zbliżyli się do żony tego pierwszego.
-Po co przyjechałaś ?
Nie zdążyła mu odpowiedzieć bo podbiegł do niego roześmiany Arek.
-Tato, Lelka jest, mogę z wami zostać ?
-Arek!-upomniała go matka-stęskniłam się za mężem, nie mogę ?
Specjalnie się do niego przysunęła i chciała przytulić ale on się odsunął. Marcelina nadal wtulona była w Bartka. Ostatnio nawet zasnęła wtulona w jego ramię.
-Nie mogę się rozpraszać-beznamiętnie stwierdził Mario.
-A ona może tu być-Paulina kiwnęła głową w stronę Marceliny-ty się nią zabawiłeś to teraz Bartuś będzie ją obracał ? A potem kto ? Winiar ?-spojrzała na niego
-Paulina!-warknął w jej kierunku.
-Taka prawda, ta dziewczyna jest jak grypa, każdy ją miał.
I na nic się zdał uścisk Bartka i nawoływanie Michała. Marcelina wyrwał się Kurkowi i pobiegła prosto przed siebie, prosto w Spalski las. Nie udało jej się uciec daleko bo zaraz w pogoń za nią rzucił się Bartek oraz Michał. Do maratonu szykował się jeszcze Kłos, jednak Kurek doskonale sobie poradził, objął ją mocno w pasie, choć ona cały czas zanosząc się płaczem starała się wyrwać. Tak się szarpali, że Bartek runął jak długi ciągnąć ją za sobą.
-Kurwa-warknął Kurek czując twardą ziemię pod plecami.
-Puść! Bartek puść-wierzgała nogam-Bartek.
-Nie puszczę Cię dopóki się nie uspokoisz.
-Obiecuję.
Puścił ją a ona szybko jak tylko umiała, podniosła się z ziemi i znów szykowała się do ucieczki, nie zdawała sobie jednak sprawy z dalszej obecności Winiara na którego najnormalniej w świecie wpadła.
-Lelka-przyjaciel przysunął ją do siebie i objął-nie płacz.
-Michał-uczepiła się kurczowo jego bluzy.
-Spokojnie, ej nie zamykaj tych oczu.
Dziewczyna zaczęła osuwać mu się w ramionach. Musiał kucnąć żeby nie huknęła na ziemię.
-Marcelina do cholery!
Siedział na jej łóżku i czekał aż się obudzi. Sokal podał jej w kroplówce jakiś lek i kazał zostawić by odpoczęła. Parę razy przez jej pokój przewinął się Mariusz ale widząc zawsze Kurka obok niej wychodził bez słowa. Winiar powiedział mu w międzyczasie wszystko czego nie powiedziała mu Marcelina o związku z atakującym. Jak wrócili z nieprzytomną Marceliną do ośrodka , Pauliny już nie było.Od Kłosa dowiedzieli się,że Mariusz nawrzeszczał na żonę dorzucając na koniec,że pierwsze co zrobi jak wróci ze Spały to uda się do prawnika.
-Marcela-Kurek delikatnie przejechał po policzku dziewczyny. Strasznie się przestraszył kiedy widział Winiara łapiącego bezwładne ciało dziewczyny-Marcelinka.
Dziewczyna pokręciła głową i gwałtownie otworzyła oczy. Przejechała dłonią po twarzy i rozejrzała się po pokoju. Pisnęła kiedy zobaczyła twarz Bartka.
-Nie chciałem Cię wystraszyć.
-Nie wystraszyłeś.
-Za to Ty mnie strasznie.
Marcelina od razu przypomniała sobie całą sytuację z Pauliną i Mariuszem i nimi wszystkimi.
-Przepraszam.
Kurek przytulił dziewczynę dając jej do zrozumienia,że się nie gniewa.
-Wiesz, gdybym nie wyjechał nie miałabyś takich problemów w życiu.
-Pamiętaj,że to ja nie chciałam jechać z Tobą.
-Mariusz się rozwodzi-Kurek usiadł naprzeciwko niej.
-Parę razy to już słyszałam-zaśmiała się.
-Teraz całkiem poważnie-mruknął-ale przecież i tak nie wzięlibyście ślubu...znaczy się wiesz kościelnego, takiego o jakim zawsze marzyłaś.
-Marzenia się zmieniają.
-Ale zawsze chciałaś iść prowadzona przez ojca do ołtarza, w białej sukni-Kurek zaśmiał się przypominając jej każde z wypowiedzianych kiedyś przez nią słów.
-Ale ja nie wyobrażałam sobie wtedy nigdy Mariusza pod ołtarzem. Nie mieliśmy formalizować nigdy naszego związku, miał mieć po prostu ten cholerny rozwód.
-Nie Mariusza ?-zdziwił się Kurek.
-Nie udawaj głupiego, Ty miałaś nim być a ja tak zwykle z Ciebie zrezygnowałam.
-Zadecydowałaś tak żeby było lepiej dla Ciebie.
-Nie po prostu nie umiałam się postawić rodzicom i musiałam zostać w kraju.
-Marcelina...-jęknął Kurek.
-Posłuchaj, nie chciałam z Tobą jechać bo ojciec i tak był wystarczająco wściekły,że poszłam na fizjoterapię,że moje życie toczy się wokół siatkarzy a ja nie umiałam mu się postawić jeszcze bardziej.
-Wtedy jak mi powiedziałaś,że mnie nie kochasz i chcesz żebym był Twoim przyjacielem, kłamałaś ?
-Kłamałam. I do dziś tego żałuję.
Swoją wczorajszą przegraną panowie popsuli mi plany..ahhh :) Ale i tak jestem dumna z nich a co.
Rozumiecie coś z tego co piszę czy wcale ?
Ps. Praca jest męcząca ;< I przepraszam,że z żony Mariusza zrobiłam tą "złą"
Dziś tylko rzuciłam okiem, jutro skończę :)
OdpowiedzUsuńAle chciałam zaprosić Cię do siebie na XVII
Buziole! :*
Dobra już jestem w miarę ogarnięta... Ale nie wiem co napisać. No faktycznie nikt tutaj nie jest taki chamski jak u mnie... nie mamy co się licytować ;) Ale z Mariusza to też niezły prostak i jego żona też. Nie ogarniam tylko linii Marcela--->Kurek ?
UsuńBuziaki !:*
Nawet nie wiesz jak mnie wczoraj Wlazły denerwował jak mecz oglądałam no UGHT... ;<<
UsuńMnie wszyscy tam denerwowali....tyle nerwów
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńCo to za końcówka? Czy to znaczy, że ona go wciąż kocha... czy że nie chce być tylko jego przyjaciółką? (taa.. komentowanie z rana kiedy mało co ogarniam xD) A Mariusz to zazdrosny o nią, oj tak! Będzie się działo!
OdpowiedzUsuńTylko ja nie lubię tej Pauliny całej, no.
Mariusz zazdrosny, Kurek zazdrosny wszyscy zazdrośni.
UsuńIch relacje będą się powoli wyjaśniać :)