sobota, 5 kwietnia 2014

She will be loved 19

Amber

Czy ja nie mogłam mieć życia jak każda nastolatka ? Bawić się, imprezować, cieszyć życiem ? Zawsze lubiłam sobie komplikować życie. Problemy były nieodłącznym elementem mojego życia. Broń Boże nie twierdzę,że ciąża w moim wieku to problem, cieszę się,ze zostanę matką. Ale nie zawsze byłam grzecznym dzieckiem. Tak naprawdę to problemy zaczęły się kiedy skończyłam szesnaście lat a w moim życiu pojawił się pierwszy chłopak. Nie wiem tylko czy starszego od siebie o piętnaście lat mężczyznę mogłam nazywać swoim chłopakiem. Mama nie mówiła nic, pozwalała mi na późne powroty do domu albo nie wracać wcale. Tyle,że ona nie wiedziała że czas spędzam z NIM. Wszystko na jaw wyszło kiedy chciała przedstawić mi mężczyznę z którym się spotyka. Jakie było moje zdziwienie kiedy stanął w drzwiach domu. Udawałam,że go nie znam. I wychodziło mi to bardzo dobrze, do czasu. Do czasu kiedy mama nie musiała jechać w delegację a ja nie zostałam z Nim sama. Tak bardzo tego nie chciała. Nie chciałam by mnie dotykał, by szeptał mi na ucho te wszystkie obleśne rzeczy. Krzyczałam, wyrywałam się ale to nic nie dało. Na drugi dzień śmiał mi się przy kolacji w twarz, a ja nie mogłam nic powiedzieć. Liczyło się tylko szczęście mamy. I była szczęśliwa dopóki nie dowiedziała się,że jest jedną z wielu. A potem zostałyśmy we dwie. Same sobie, była jeszcze ciocia. Ciocia która za każdym spotkanie prosiła mamę by ta odezwała się do dziadków. By pozwoliła im spotkać się ze mną. Ona jednak upierała się,że nie ma rodziców. A potem przyszedł ten cholerny dzień. Nad Berlinem szalała nie wyobrażalna burza. Prosiłam ją telefonicznie żeby po mnie nie przyjeżdżała, że wrócę sama z baletu. Nie posłuchała, wsiadła w ten cholerny samochód i nigdy nie dojechała pod szkołę. Tyle co wyjechała z parkingu wjechał w nią rozpędzony samochód. Nie zdążyła nawet zapiąć pasów. Siła uderzenia była tak silna,że wyleciała przez przednią szybę nie mając szans na przeżycie. Ironią losu było też to,że kierowca tamtego auta, będąc pod wpływem alkoholu również nie przeżył. A był to właśnie On. I tak znalazłam się tu gdzie teraz jestem, siejąc tylko zamęt i same problemy.
Siedzą na miejscu pasażera w aucie ojca. Wracam do mieszkania. Swojego mieszkanie. Na moim palcu nie lśni już przepiękny pierścionek od Morgiego. Nie mogłam go oszukiwać dłużej. Kochałam go, ale nie kochałam go tak mocno. Nie jest to miłość jaką darzę szatyna. Nie złościł się, nie krzyczał, nie zwyzywał mnie od gówniar które nie wiedzą co chcą od życia. Po prostu mnie przytulił i powiedział,że cokolwiek postanowię on będzie mnie wspierał. Że zawsze będzie moim przyjacielem. Pozostali również mnie nie oceniali,pożegnałam się z nimi na lotnisku zapewniając,że nie zerwę z nimi kontaktu i dalej będziemy mogli razem współpracować. Jedynym problemem w tym wszystkim był Gregor, który natarczywie się narzucał,próbując wymusić na mnie podjęcie decyzji.
-Dobrze się czujesz ?-tato spojrzał na mnie z uśmiechem kiedy musiał zatrzymać się z powodu czerwonego światła. On miał powody do szczęścia Australijski team znów wracał na szczyty i odzyskiwał swoja rangę.
-Wracam do Niemiec-nie przemyślane decyzję przynoszą niespodziewane skutki. Szkoda tylko,że ta miała takie zakończenie. 

Thomas

Wszystko spieprzyło się w przeciągu kilku dni.  Wystarczyła jedna chwila by całe życie posypało się jak domek z kart. Widocznie tak miało być, widocznie córka Alexa nie była tą kobietą która miała na zawsze trwać przy moim boku. Jadę do domu. Do pustego domu, który będzie mi przypominał o chwilach spędzonych z Amber. Jej śmiech będzie niósł się za mną jeszcze przez jakiś czas, a jej obecność nadal będzie wyczuwalna. Pierścionek tkwi gdzieś głęboko w walizce zakopany pośród ciuchów. Lilly śpi spokojnie w swoim foteliku. To będzie jedyna kobieta w moim życiu. Ją jedną będę kochał. może to wszystko spotyka mnie z powodu tego jak kiedyś ja potraktowałem jej matkę ? Może to jest kara ?  Nie wiem. Wiem,że będę przy niej zawsze kiedy będzie tego potrzebować. A jeżeli zajdzie taka potrzeba, i Gregor skrzywdzi ją i małego ,to wtedy ja skrzywdzę jego tak,że nie pomoże mu żaden chirurg. Pogoda w Austrii pozostawiała wiele do życzenia. Padał deszcz który utrudniał cholernie widoczność na drodze, jednak udało mi się bezpiecznie dojechać do domu. Takiego szczęścia nie miała jednak osobówka którą mijałem przed zakrętem. Mimo panującego tam chaosu udało dojechać mi się do domu. Zdziwił mnie widok jaki zastałem przed drzwiami. Czekała tam pod parasolką na mnie mama Kristiny. Wyjąłem Lilly z nosidełka tak by jej nie obudzić i szybko chroniąc się przed deszcze znalazłem się pod zadaszeniem. Otworzyłem drzwi i i bez słowa wpuściłem kobietę do domu. Ściągnęła płaszcz i odwiesiła go do szafy. Również się rozebrałem i wszedłem za nią do salonu. Panowała istna cisza dopóki ona sama nie zabrała pierwsza głosu.
-Tak bardzo Cię przepraszam Thomas...za wszystko.
Spojrzałem na nią ze zdziwieniem. Ona przeprasza mnie ? Nie wiele myśląc przytuliłem ją jak to kiedyś jeszcze długo przed narodzinami Lilly miałem w zwyczaju. Bo wszystko trzeba wybaczyć.

Gregor

Z lotniska odebrała mnie siostra.  Gloria nie pytała o nic więc i ja milczałem. Milczałem analizując wszystko co się ostatni wydarzyło. Ostatnimi dniami żyłem nadzieją w oczekiwaniu na odpowiedź Amber. Nie cieszyła mnie nawet kolejna kryształowa kula do kolekcji, jedynym powodem do szczęścia był mój nie narodzony jeszcze synek. Pewnie nadal bym o tym myślał gdyby nie dźwięk telefonu który przerwał ciszę panującą w aucie.
-To Twój-burknęła Gloria. Zapewne była umówiona a musiała przyjechać po mnie, no naprawdę cholernie mi przykro. Jakbym nie miał większych zmartwień na głowie tylko jej randki.
-Greogr...Gregor-rozhisteryzowany głów Alexa w słuchawce nie zwiastuje niczego dobrego, krople deszczu uderzały głośno o szybę-Amber jest w szpitalu.
I się rozłączył.
-Zawieź mnie do szpitala-nakazałem ostrym głosem siostrze.
-Gregor co Ty ?-nie oderwała wzroku od drogi.
-Powiedziałem zawieź mnie do szpitala!
Chyba zrozumiała moja prośbę bo jechaliśmy już teraz prosto w kierunku szpitala.

Amber

Zamówiłam taksówkę która zawieźć mnie miała na lotnisko. Tato prosił bym wstrzymała się do rana, że pogoda nie jest odpowiednia. Jak zwykle nie chciałam go posłuchać, chciałam być już w domu cioci, powiedzieć jej o wszystkim. By mnie przytuliła jak wtedy kiedy dowiedziałam się o śmierci mamy. By zapewniła mnie,że wszystko się ułoży. By dała mi jakieś wskazówki jak mam to wszystko rozwiązać. Nie przypuszczałam jednak,że mój koniec będzie podobny do końca mamy. Zaraz jak taksówka odjechała spod bloku poczułam silne uderzenie w drzwi. Ścisnęło mnie coś w środku, bolało, tak strasznie bolało mnie w dole brzucha.
-Wszystko w porządku ? Proszę Pani!-nachylił się nade mną taksówkarz trzymając telefon w dłoni-już dzwonię po pomoc.
Nie zdążyłam nic odpowiedzieć,przed oczami zobaczyłam mamę, wyciągnęła do mnie swoje dłonie. Chwyciłam je i podążyłam za nią. Usiadłyśmy na białej ławce pośród zielonej trawy i białych stokrotek.
-Mamuś tak bardzo tęsknie-przejechała dłonią po moim policzku. Ciągle się uśmiechała. Wyglądała tak promiennie, dokładnie tak jak ją zapomniałam. Jej twarz otaczały zadbane blond włosy a twarz zdobił szeroki uśmiech.
-Jesteś taka dzielna kochanie, jestem z Ciebie tak dumna. 
-Mamuś,zawiodłam wszystkich...
-Nikogo kochanie nie zawiodłaś, musisz być silna. Musisz wytrzymać to wszystko. Masz dla kog żyć.
-Ty nie wytrzymałaś, zostawiłaś mnie samą-spojrzałam na nią z żalem.
-Ty masz przy sobie kogoś kto Cię kocha skarbie, i Ty też Go kochasz-pocałował mnie w czoło-Gregor to wspaniały człowiek, żałuję,że nie ma mnie przy Tobie.
Wstała z ławki i odeszła kawałek ode mnie.
-Mamuś-szepnęłam kiedy chciała się odwrócić i znów mnie zostawić.
-Spotkam się jeszcze kiedyś kochanie!-pomachała mi i odeszła.
Otworzyłam oczy. Nade mną stało kilku lekarzy. Byłam w szpitalu.
-Nie ma na co czekać, musimy robić cesarkę-panikowała lekarka stojąca najbliżej-inaczej dziecko nie przeżyje!

Gregor

Kiedy dotarłem do szpitala na korytarzu siedział już Alex oraz kręcił się Thomas. Czyli do niego też dzwonił. Zdezorientowana Gloria szła za mną nadal o nic nie pytając.  Alex na chwilę podniósł głowę ale zaraz ją opuścił, za to Thmoas zareagował za emocjonalnie. Jego prawa dłoń trafiła prosto w moją szczękę. Syknąłem łapiąc się za nią odruchowo a ten spojrzał na mnie z mordem w oczach.
-Gdyby nie Ty ona byłaby teraz ze mną w domu!-pchnął mnie na ścianę.
-Thomas uspokój się-odsunął go ode mnie Alex-Amber by tego nie chciała.
-Nie dowiem się co by Amber chciała!-ryknął-słyszałeś,szanse,że oboje to przeżyją są minimalne.
 Zaraz,że co ? Mogę stracić albo ja albo syna ? Ja nie mogę stracić nikogo z tej dwójki! Oboje mają żyć! Gdybym tylko mógł coś zrobić a nie bezczynnie siedzieć wśród nich na tym korytarzu. Z minuty na minutę mój strach był coraz większy. Pielęgniarka proponował mi lód by zapobiec spuchnięciu twarzy ale ten ból nie porównywany był z bólem serca. Nic więc dziwnego jak zerwałem się z krzesełka niemal z pojawieniem się lekarza wychodzącego z sali operacyjnej.
-Panna Pointenrner prosiła by przyszedł do niej niejaki Greogr-Thomas i Alex spojrzeli na mnie.
-To znaczy,że oni ?
-To znaczy,że ma pan iść na chwilę do sali po operacyjnej. Pod bacznym spojrzeniem tej dwójki skierowałem się do wskazanej sali. Przez szybę dało się dostrzec jak dwie pielęgniarki układają maleńkiego noworodka w inkubatorze. Jak się domyślałem był to mój synek. Nie miałem jednak czasu na obserwacji bo musiałem udać się do dziewczyny która kocham. Wszedłem po cichu do sali. Leżała na łóżku przykryta białą kołdrą i podpięta do różnych urządzeń.
-Gregor-szepnęła cicho kiedy znalazłem się koło jej łóżka. Chwyciłem jej dłoń. Była zimna.
-Cii..nie możesz się męczyć. Mamy ślicznego synka-uśmiechnąłem się do niej czując łzy na policzku.
-Gregor, wychowaj go na dobrego człowieka-przełknęła ślinę i na tyle ile mogła silniej ścisnęła moją dłoń.
-Razem go wychowamy Amber, razem-spojrzałem na nią.
-Kocham Cię Gregor-zanim doszedł do mnie sens tych słów zobaczyłem jak delikatnie zamyka oczy, a potem doszedł do mnie przeraźliwy pisk tych cholernych maszyn.
Nie widziałem już nic oprócz lekarzy walczących o przywrócenie jej życia.

Szczerze ? Miałam trzy różne wersje tego rozdziału ale wygrała ta. Został już tylko epilog. 


9 komentarzy:

  1. No wiesz co?! Żeby tak ... brak mi słów. Ale nie - ja jestem po prostu zła i nie będę tego ukrywać. Nienawidzę takich zakończeń, i nie dlatego, że nie lubię rozstawać się z bohaterami, ale nie cierpię sposobu w jaki odchodzą. Tu na blogach, jest to już TAK oklepane, że kompletnie traci swój urok, przesłanie i kreatywność.
    Dla mnie takie uśmiercenie bohatera, to po prostu pójście na łatwiznę. Bo będę płakać. No nie. Będę tylko zła, bo tę historię można było lepiej skończyć. Po ostatnim rozdziale spodziewałam się czegoś znacznie lepszego.

    Przepraszam, ale takie właśnie jest moje skromne zdanie. Mam nadzieję, że się nie obrazisz, myślę, że cenniejsza jest dla Ciebie krytyka - ale szczera, niż wciskanie kitów :/

    Mimo wszystko nie zrażaj się. I ja też jeszcze się nie zrażam. Czekam na epilog :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oczywiście,że się nie obrażam. Każdy ma swoje zdanie. I masz rację, krytyka jest najcenniejsza bo pomaga w dalszym pisaniu.

      Tyle,że jest jeszcze Epilog a ja nikogo jak na razie nie uśmierciłam.

      Wiem tylko na pewno,że nie skończy się to ślubem Amber i Morgiego ;D Tyle mogę zdradzić ;)

      Także nie denerwuj się wytrzymaj do poniedziałku :)

      Usuń
    2. Ja jeszcze nie straciłam nadziei! Swoim MOCNYM komentarzem wysunęłam najcięższe działa, aby uczynić to opowiadanie lepszym, niż masa innych blogowych tworów. I ... być może mi się udało ;D
      wynegocjowałam zerwanie Amber z Thomasem, więc może teraz uda mi się ją wskrzesić? ;D
      Nie wiem jak to wytrzymam, ale będę twarda,

      Usuń
  2. O MATKO! NIE MÓW MI, ŻE TY CHCESZ UŚMIERCIĆ AMBER!!! NO JAK GREGOR SOBIE PORADZI BEZ NIEJ, Z SAMYM DZIECKIEM?! JEZUUU! I w 100% zgadzam się z All, że takie zakończenia kończące się śmiercią są bardzo oklepane i właśnie przed chwilą czytałam taki właśnie epilog, więc jak, przeżyje? Czy nie uchylisz nam rąbka tajemnicy? :P

    PS. kiedy możemy spodziewać się epilogu? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie, ciekawe jak by sobie Gregor radził sam z dzieckiem ? Hymmm.

      Tak tak, śmierć na końcu jest strasznie oklepana ale nie kiedy tak trzeba.

      Nie mogę uchylić rąbka tajemnicy, za dużo bym zdradziła,

      Długo was nie będę trzymała, zabieram się do pisania i jutro pewnie dodam :)

      Pozdrawiam xx

      Usuń
  3. NO KIEDY TEN ROZDZIAŁ?!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. All nie denerwuj się, nie wyrobiłam się ze względu,że piszę dwa różne epilogi i nie mogę się zdecydować. Jutro na na 100% :)

      Usuń
    2. Obyś wybrała to zakonczenie, ktore mnie zadowoli ... ;D

      Usuń
    3. Dlatego tak długo to schodzi :)

      Usuń